Inkwizytor nr 8
(Odpust św. Antoniego z Padwy 13 czerwca 1999 r.)
Inkwizytor
o św. Antonim
Zielone
sanktuarium
Święty,
który zstąpił z orzecha
Wywiad
z Ks. Piotrem Mierzejewskim - Wieloletnim Proboszczem naszej parafii
Widziałem
św. Antoniego!
Lizbona,
Padwa, Góra Kalwaria – do zagubionych i zakochanych w ...
Św.
Antoni w moim życiu
Czy
niebo jest przekupne?
Mieszkając
u Świętego
Inkwizytor
o Comunio Graphis
Lipowe
rzeźbienie – rozmowa z artystą ludowym Eugeniuszem Węgiełkiem
Piękno
nadwiślańskich pejzaży
Czekając
na Papieża
Misyjne
refleksje:
Kilka
słów do „Inkwizytora” i jego czytelników
Inkwizytor
o św. Antonim
Zielone
sanktuarium
W niewielkiej odległości od kościoła parafialnego
znajduje się miejsce szczególne. Jest to nie tylko jeden z piękniejszych
zakątków Góry Kalwarii, ale przede wszystkim ośrodek kultu św.
Antoniego z Padwy. Jego początki sięgają XVII wieku, kiedy to
sprowadzono do miasta bernardynów. Biskup Wierzbowski właściciel i
opiekun Góry, ofiarował im obecny kościół parafialny.
Rozpoczął także budowę kaplicy z figurą św.
Antoniego na malowniczym zboczu skarpy wiślanej. Od tego momentu
odnotowuje się pierwsze cuda i przejawy wstawiennictwa Świętego. W związku
z licznym napływem pątników, zbyt mała i nieco zrujnowana kaplica
została gruntownie odnowiona lub jak podają pewne źródła - zbudowana
od podstaw) w stylu barokowym. W niemal niezmienionym stanie przetrwała
do dziś. Wewnątrz znajduje się drewniana figura św. Antoniego z Dzieciątkiem
Jezus i lilią. Rzeźba umieszczona jest w neorokokowym ołtarzu. W 1903
r. ściany ozdobiono polichromią, przedstawiającą trzy sceny z życia
Świętego: nawrócenie rycerza, uzdrowienie chorego i kazanie do ludu.
Ta maleńka kaplica w czerwcu przyciąga rzesze
wiernych. Kult trwa tu nieprzerwanie od XVII wiek Poświadczają go także
rejestry wot z lat 1743-1777, księgi intencji mszalnych z połowy XIX
wieku oraz inne źródła. W 1918 r., kiedy Polska była bliska odzyskania
niepodległości, o naszej parafii na odpust u św. Antoniego przybyło i
0 tys. pątników z Warszawy, Otwocka, Garwolina i okolicznych miejscowości.
Mieszkańcy Góry Kalwarii tak wielkie szacunkiem darzyli Świętego, że
gdy w końcu II wojny światowej rozpoczęło się wysiedlenie cudowna
figura znalazła się wraz z parafianami w Sobikowie i Prażmowie.
W 1952 r. parafię objęli marianie, dzięki czerni w
sanktuarium zaszły pewne zmiany. Przede wszystkim sprowadzono tu relikwie
św. Antoniego, odnowiono kaplicę, uporządkowano tarasy i wybudowano
nowe schody. Do prac włączyli się także parafianie.
Obchody Milenium – tysiąclecia chrztu Polski w 1966
r. świętowano właśnie w sanktuarium św. Antoniego. Wyjątkowo wysoką
frekwencję miał odpis w 1982 r., w pierwszym roku stanu wojennego.
Dziś kult św. Antoniego trwa nadal. Przez cały rok
sprawowane s Msze święte bądź w kaplicy, bądź w kościele
parafialnym. Po Eucharystii odmawiana jest litania do św. Antoniego
Padewskiego oraz czytane są dziękczynienia i prośby o jego
wstawiennictwo.
Wierni maja także okazję uczcić relikwie Świętego.
Mimo że w obecnych czasach odpust odbywający się 12 czerwca gromadzi głównie
ludność miejscową, 20 przez wielu jest uważany za jedno z większych
wydarzeń w parafii.
Renata Przybylska
Święty,
który zstąpił z orzecha
Może wydać się trochę dziwne, iż w biografii św.
Antoniego, wspaniałego kaznodziei, kapłana i cudotwórcy, zwracam uwagę
właśnie na orzech... ale nazwa tego drzewa jest mi szczególnie bliska z
racji nazwiska, które noszę, więc fakt uświęcenia orzecha mile mnie
zaskoczył. Wprawdzie pobyt w celce urządzonej na orzechu w Camposampiero,
byl ostatnim etapem życia św. Antoniego, ale właśnie orzechy do dziś
przypominały pielgrzymom o "swoim właścicielu": Święty
opuścił Camposampiero. Pozostali bracia mniejsi, pozostał jego orzech.
Z biegiem czasu czciciele rozebrali go na relikwie. Pozostał kościółek
pamiątkowy, W tym miejscu, ozdobiony freskami upamiętniającymi pobyt Świętego
w tym miejscu. Mieszkańcy miasteczka i okolicy, a także pielgrzymi z
daleka, przychodzą, nawiedzają kościółek orzecha i celkę rzekomej
wizji Dzieciątka Jezus zamienioną na kaplicę, klękają, modlą się,
szukają oblicza Boga, jak szukał Go św. Antoni. (...) Ciekawe, że
orzechy tamtejsze pączkują o cały miesiąc później niż normalnie. To
orzechy Świętego, kwitną w jego dzień -13 czerwca.
Było to 768 lat temu, a jak wierzyć hagiografowi,
cuda dzieją się tam do dziś. Nic więc dziwnego, że św. Antoni był
podwójnym rekordzistą. Po pierwsze został wyniesiony na ołtarze w
niecały rok po swej śmierci - 30 maja 1232 roku, po drugie przeczytano
53 cuda, związane z jego osobą, zatwierdzone przez komisję kanonizacyjną
- nikt przed nim nie dokonał tak wielu.
Ciekawym może wydawać się fakt, iż św. Antoni z
Padwy to właściwie Ferdynand Bullone z Lizbony. W 1217 roku po raz
pierwszy zetknął się z braćmi mniejszymi św. Franciszka z Asyżu.
Legendy o pięciu franciszkanach w Maroku, którzy zginęli męczeńską
śmiercią w imię Chrystusa Pana w1220 roku są związane ściśle z
legendą o św. Antonim Padewskim. Ich to właśnie przykład I męstwo skłoniły
go do decyzji, by wstąpić do zakonu św. Franciszka. I choć nie było
to łatwe, Ferdynandowi udało się, a było to pod koniec 1220 roku,
uzyskać zgodę na zmianę białego stroju augustiańskiego na szarą i
szorstką tunikę franciszkańską. Umarł
kanonik regularny św. Augustyna, a narodził się brat mniejszy św.
Franciszka z Asyżu. Zmienił bogaty i potężny klasztor Św. Krzyża na
ubogą pustelnię św. Antoniego. Ale to było mu za mało - zmienił także
swe imię! Uczynił
to, gdyż twierdził, że zmiana imienia daje nową osobowość i wybranie
sobie patrona, pozwoli mu kształtować osobowość według obranego
wzoru. Wybrał sobie za opiekuna św. Antoniego opata (żyjącego około
lat 250-356 w Egipcie), od którego uczył się ubóstwa ewangelicznego,
ascezy pokutnej i obrony prawdy Chrystusowej według wiary Kościoła
katolickiego.
Z Padwą związał się szczególnie silnie w ostatnich
latach życia. Pisał tam i głosił swoje najsłynniejsze kazania, których
słuchały tysiące ludzi. Kiedy zaczynał mówić, momentalnie robiło się
cicho, ustawały wszelkie szepty i rozmowy, obecni zapominali o wszystkim
innym, zamieniali się w słuch. Wielu grzeszników nawróciło się pod
wpływem kazań św. Antoniego.
Na olbrzymi sukces apostołowania św. Antoniego w
Padwie złożyły się z jego strony trzy rzeczy: wspaniałe
kaznodziejstwo, wielka świętość życia i sława cudów. Takim pozostał
tam przez całą historię, aż po dziś dzień: kaznodzieją, świętym i
cudotwórcą!
Przygotowywał się na śmierć w celce zbudowanej na
orzechu, gdzie doznał intensywnych przeżyć mistycznych w zjednoczeniu z
Bogiem. Poseł śmierci
przyszedł do Antoniego 13 czerwca, do stołu. Antoni zstąpił z orzecha
w porze obiadowej i kiedy. zaczął jeść obiad, dostał ataku bólu...
Na podstawie książki C. Niezgody
"Św. Antoni Padewski. Życie i nauczanie"
Opracowała B. Orzech
Wywiad
z Ks. Piotrem Mierzejewskim
Wieloletnim Proboszczem naszej parafii
-Wiele lat sprawuje Ksiądz pieczę nad Sanktuarium św.
Antoniego, najpierw jako proboszcz, teraz nadzorując remonty. Czy czuje
się Ksiądz jakoś szczególnie związany z osobą św. Antoniego, z
Sanktuarium?
Czy ma Ksiądz tam np. jakieś swoje ulubione miejsce,
gdzie lubi Ksiądz przysiąść i zadumać się czy też może ulubioną
modlitwę do Świętego?
-Z Sanktuarium św. Antoniego jestem związany od wielu
lat, gdyż już jako kleryk przyjeżdżałem do Góry Kalwarii na odpust,
ku czci Świętego: Mam też swoje ulubione miejsce. Jest nim okienko przy
schodach. Tam bardzo `często chodzę, by rozmawiać ze św. Antonim o
problemach swoich, a także parafii.
-Czy Ksiądz doznał jakichś łask od św. Antoniego?
-Wiele było
takich przeżyć, osobistych i nie tylko. Osobiście głęboko wierzę, że
Antoni wstawia się i wyprasza łaski zarówno w rzeczach dużych, jak i
małych, duchowych i materialnych. Będąc tutaj proboszczem byłem świadkiem
takiego zdarzenia: Pewnego dnia przyszedł do mnie proboszcz z Czerska i
położył na stole sakiewkę z pieniędzmi. Kiedy zobaczył moje
zdziwienie powiedział "Miałem w parafii odpust i prosiłem św.
Antoniego, by dał mi pogodę. Obiecałem , że złożę mu ofiarę. Masz
tu więc część tacy na Sanktuarium, bo była pogoda".
-Wielokrotnie spotykał się Ksiądz z czcicielami św.
Antoniego czy to w czasie odpustów ku czci Świętego czy też nabożeństw
wtorkowych. Czy słyszał Ksiądz lub może był świadkiem jakiegoś
cudownego wydarzenia bądź wielkiej łaski, udzielonej komuś za przyczyną
św. Antoniego?
-W Księdze doznanych łask jest spisanych wiele cudów
za przyczyną św. Antoniego. Jeden jednak szczególnie utkwił mi w pamięci.
Otóż jakieś pięć lat ten przyjechała do Sanktuarium pani z Warszawy
i opowiedziała o wielkiej łasce, jakiej dostąpiła. Powiedziała, iż
20 lat wcześniej miała ogromne problemy z snem. Kiedy syn był mały,
nie poświęcała mu zbyt wiele czasu i wychowywała go ulica. Gdy dorósł
i założył rodzinę, nie mógł sprostać nowym obowiązkom - zaczął
pić. Matka, zobaczywszy, że jego małżeństwo praktycznie się rozpadło,
zaczęła modlić się gorąco c św. Antoniego. Pewnego razu zabrała
syna ze sobą do Sanktuarium w Górze Kalwarii. Syn spojrzawszy na figurkę
Antoniego, przeraził się bardzo, gdyż wydawało mu się, iż Święty
karci go wzrokiem. Uciekł z kaplicy, ale przez długi czas miał jeszcze
przed oczyma surowy wzrok św. Antoniego. Od tego czasu przestał pić a
jego małżeństwo udało się uratować.
-Jak się Księdzu wydaje czy przez te lata odkąd
przebywa Ksiądz w Górze Kalwarii, kult św. Antoniego wzrasta czy
maleje? I dlaczego tak się dzieje?
- Oczywiście maleje. Tak się składa, że niektóre
sanktuaria jak np. Licheń rozrastają się, a inne, te tradycyjne jak
nasze sanktuarium św. Antoniego upadają. Kiedyś przychodziły tutaj tłumy,
teraz niewielu odwiedza Świętego. Dzieje się tak być może dlatego, że
ludzie nie lubią dziś tzw. „masówek„, wolą indywidualne modlitwy.
-Oczywiście Sanktuarium, to nie tylko modlący się
wierni, ale to też kaplica, mury, park, o które trzeba nieustannie się
troszczyć. Czy są obecnie prowadzone jakieś prace przy Sanktuarium i
jakie związane z nim inwestycje (remonty), wydają się Księdzu
najpilniejsze?
-Kiedyś nie mogłem przeboleć, że nie można
przeprowadzić całkowitego remontu, tak by całe Sanktuarium św.
Antoniego wyglądało pięknie. Zdołaliśmy tylko zrobić to, co wydawało
się najbardziej niezbędne. Tak więc stare, spróchniałe okna zostały
wymienione na metalowe, a spękane fundamenty, spięte. Najbardziej bolałem
jednak nad murem św. Antoniego, gdyż napierająca skarpa groziła jego
zniszczeniem. Ogromną więc radością było to, że czciciele św.
Antoniego i Urząd Miasta udzielili pomocy i można było zapobiec
niebezpieczeństwu. Niestety, funduszy starczyło tylko na zabezpieczenie
i odnowienie najbardziej zagrożonej części muru i umocnienie skarpy. W
tym roku chcielibyśmy pokryć, wykonany konstrukcją żelbetonową mur,
klinkierem. Mur niszczał także przez to,
że niedzielni „giełdowicze" przejeżdżali tędy,
co powodowało ruchy skarpy. Musiałem więc interweniować w Urzędzie
Miasta, by na ul. Św. Antoniego postawiono znaki zakazu, pozwalające
tylko na ruch lokalny. Moim marzeniem jest też to, by wydobyć i bardziej
wyeksponować źródełko św. Antoniego.
-Jak zazwyczaj wyglądają przygotowania do uroczystości
odpustowych ku czci św. Antoniego?
-Najważniejsze jest oczywiście przygotowanie
modlitewne. Ważna jest także oprawa zewnętrzna. Trzeba więc wcześniej
poznosić i poustawiać ławki i konfesjonały, zbudować ołtarz, ustawić
figurę Świętego, wykonać dekorację czy też przygotować nagłośnienie.
Uważam, że bez tych przygotowań ludzie nie czuliby się w Sanktuarium,
w czasie uroczystości odpustowych, tak dobrze .
Jestem przekonany, że „górski" św. Antoni
jest skutecznym orędownikiem. Żal by było, by nie był doceniony.
Szukamy pereł a one są w zasięgu ręki... tu w Górze,
w Sanktuarium.
Z ks. Piotrem Mierzejewskim rozmawiali
Anna i Mirosław Czub
Widziałem
św. Antoniego!
Niewysoki, szczupły, jakby trochę nieproporcjonalny,
niezgrabny. Ubrany w brązowy, franciszkański habit. Wąskie, można by sądzić
wątłe ramiona, takie inne niż sylwetki pływaków czy wioślarzy, a mówią,
że przypłynął do nas Wisłą z daleka. Pewnie ktoś go jednak przywiózł.
Głowa dziwnie duża, twarz poważna. Oryginalny wianuszek włosów wokół
charakterystycznej łysiny. (Zakonnicy, których znam mają zwykle lepsze
fryzury.) Cały jakiś taki niedzisiejszy. I jeszcze to Dziecko na rękach.
Nie mogę się pozbyć wrażenia, że gdzieś już spotkałem tego Brzdąca.
Widziałem św. Antoniego w czasie ostatnich misji. Po
nauce stanowej dla mężczyzn misjonarz zaproponował, by pójść i na
chwilę uklęknąć w kaplicy na skarpie. Że też nie obawiał się
konkurencji - Święty był przecież znakomitym kaznodzieją.
Poszedłem. Święty Antoni na wprost drzwi, w ołtarzu.
Przed nim nasi nowicjusze w białych komżach trzymali relikwiarz w kształcie
ręki z wyprostowanym palcem wskazującym. Może to nieco nieeleganckie
pokazywać palcem, ale czy można myśleć o takich drobiazgach, jeśli
ktoś chce Ci wskazać niebo?
Widziałem św. Antoniego. Rzadko go widuję. Co chce
mi dziś powiedzieć ten, . t który przemawiał nawet do muła i ryb? Co
może mi dać ten dziwny święty z Chrystusem na rękach? W czym może mi
pomóc patron tych, co coś zgubili; przecież w zasadzie nic mi nie zginęło?
Chyba że to jasne spojrzenie z pożółkłego zdjęcia z pierwszej
komunii. Chyba że słowa modlitwy z dzieciństwa czy nić, która mnie
kiedyś wiązała z Kościołem. A może to ciepło w środku, dotyk dłoni
i te oczy, którymi patrzyłem na żonę. Może to, co czułem, gdy brałem
na ręce naszego pierwszego syna, gdy pierwszy raz powiedział
"tata”.
Widziałem św. Antoniego. Rzadko go widuję...
(T)
Lizbona, Padwa,
Góra Kalwaria – do zagubionych i zakochanych w ...
Patron artystów, pędzlem przekładający treści
Pisma Święte go na freski, błogosławiony
Fra Angelico nauczał, iż "żeby dobrze wyrzeźbić
Chrystusa, trzeba żyć Chrystusem". Znamy wielu świętych, którzy
prawdziwie żyli Chrystusem. Należy do nich z pewnością Antoni
Padewski, nazywany Świętym całego świata.
Skąd wziął się w Górze Kalwarii, jakie tajemne prądy
przywiodły go do nas? -w tym opowiadaniu spróbuję opisać jego dzieje.
Nad rzeką Tag, wpadającą do Oceanu Atlantyckiego, leży
stolica Portugalii - Lizbona, rodzinne miasto Ferdynando, późniejszego
Antoniego Padewskiego. Prowadzi doń najdłuższy w Europie most, nad którym
góruje potężna figura Chrystusa Zbawiciela rozpinającego swe ramiona
nad jego mieszkańcami. Złośliwi twierdzą, że Chrystus ukazuje w ten
sposób Swej Matce całą biedę Portugalii, mówiąc: "Popatrz, co
oni tu wyprawiają". I rzeczywiście - współczesna Portugalia nie
jest już morską potęgą, a na przesiąkniętych zapachem śmierdzących
ryb, brudnych ulicach stolicy swe posiłki gotują włóczędzy... Lecz tu
właśnie zatrzymują się zdążający do Fatimy pielgrzymi, aby choć na
chwilę wstąpić do domku, gdzie urodził się święty Antoni.
Miasto z pewnością wyglądało inaczej, gdy młody
Ferdynand biegał jego uliczkami, by w porcie oglądać zawijające doń
żaglowce. Stamtąd kilka wieków później wyruszać mieli na podbój świata
wielcy żeglarze on zaś pragnął wyruszyć, aby zdobywać świat dla
Chrystusa. Był w Nim rozkochany, wsłuchany w Jego Słowo, dla Niego gotów
na wszystko!
I stało się tak, że po wielu dramatycznych przejściach
i pokornym szukaniu powołania, jako franciszkanin generalny kaznodzieja
zakonu, wytrwale przemierzał miasta i wioski, w przejmujących kazaniach
głosząc miłość Boga do Swego Stworzenia. Spośród licznych mówców
jego jedynego słuchali ludzie niby śpiewu ptaków, a gdy patrzyli na
czynione przez niego cuda, rozgadane ich usta milkły i rozchylały się
niczym łaknące życia pyszczki ryb.
Gdy zmarł, pochowano go w umiłowanej przez niego,
cenionej za "szczerość wiary i głęboką pobożność mieszkańców",
Padwie. Tam, w poświęconej mu Bazylice do dziś
znajduje się jego grób i relikwiarz z nienaruszonym dotąd językiem.
Wieść o nim bardzo szybko obiegła cały świat.
Lecz skąd w Górze Kalwarii wzięła się jego
figurka? -Odpowiedź na to pytanie znajdujemy jedynie w legendach.
Powiadają one, że mieszkający w Górce ludzie parali
się łowieniem ryb w pobliskiej Wiśle. Pewnego razu rybacy zszedłszy o
świcie nad rzekę, w jej zakolu ujrzeli pływającego mnicha, w habicie .
Wystraszyli się bardzo myśląc, że woda trupa na brzeg wyrzuciła. Po
wyłowieniu topielca zdumieli się, widząc figurkę św. Antoniego. Nie
mając czasu ani chęci na budowę kapliczki, zwrócili świętego wodzie.
Następnego dnia jednak ponownie w tym samym miejscu znaleźli figurkę,
choć silny nurt winien był ją w dół Wisły ponieść. Zadziwieni, raz
jeszcze wrzucili ją w fale, a gdy po raz kolejny wróciła, większego
cudu nie żądali i wybudowali kapliczkę Świętemu, który tak bardzo
pragnął tu zamieszkać. Od 300 już lat św. Antoni Padewski gości na
Mazowieckiej Ziemi i przyciąga pielgrzymów z obu stron Wisły. Dlaczego?
Figura wyrzeźbiona została prawdopodobnie nie przez artystę, lecz przez
czciciela, który łaski od Świętego doświadczywszy, wcześniej złożone
śluby wypełnił i votum wykonał. Lecz choć żadne to cudne dzieło
sztuki, choć pięknem ta wykrzywiona, odpustowo wymalowana twarz nie poraża,
to wielu twierdzi, że św. Antoni niezawodnie dopomaga odnaleźć zguby i
szczęście w miłości zapewnia. Niech tylko narzeczony wybrankę swą do
Niego przyprowadzi, a już ona, ujrzawszy figurkę, swojego chłopca
trzymać się będzie mocno, lękając się, by zamiast niego jakiś
brzydal jej się nie przytrafił... Dzięki temu, być może, św. Antoni
w Górze Kalwarii za patrona zakochanych uchodzi, a podczas ślubnych
uroczystości goście ofiarują hojne datki, wiedząc, że przeznaczone są
na utrzymanie Jego kapliczki?
On i jego kapliczka wrośli już w klimat naszego
miasteczka. Jakimi wybłaganymi u Boga łaskami zasłużył sobie Antoni
na taką cześć? - wiedzą tylko obdarowani. Kult, historia i legenda
przeplatają się ze sobą, tworząc niepowtarzalną, urokliwą atmosferę.
I żaden gorliwy artysta, choćby starał się coś upiększyć, nie odda
prawdy. Nie pozna jej, jeśli sam łaski nie doświadczy. Musimy bowiem
wiedzieć, że nie da się żyć, nie da się uprawiać sztuki, gdy gubi
się największą wartość, Sztukę nad Sztukami – naśladowanie
Chrystusa. Tego uczyć się winniśmy od Świętych. Kimkolwiek jesteś,
Drogi Czytelniku, proszę Cię, abyś w obliczu tego przedziwnego świątka
zapytał siebie - pełen troski i pokory- :„Czy ja nie zgubię najważniejszego
- drogi do Nieba; a jeśli nawet bym zgubił - czy do św. Antoniego o
pomoc i wstawiennictwo z prośbą się zwrócę, by odnaleźć to, co w życiu
najcenniejsze?".
Z modlitewną pamięcią
zakochany w Chrystusie
Ks. Wacław
Św.
Antoni w moim życiu
Święty Antoni jawi się w mojej pamięci jako
najbardziej znajomy i "aktywny" święty. Jako święty będący
blisko mnie, prawie towarzyszący mi w każdym życiowym wydarzeniu lat
dziecięcych i młodzieńczych. W szkole przed klasówką (szczególnie z
matematyki) szeptałam: "Św. Antoni dopomóż". I święty
dopomógł.
Kiedy zgubiłam pierwsze wieczne pióro, prosiłam:
"Św. Antoni dopomóż odnaleźć". I odnalazł.
Wydaje się to naiwne, jakby świadczyło o traktowaniu
świętego Antoniego jako służącego. Ale nie; tak wcale nie było.
Sama historia figury Antoniego owiana tajemniczością
i jakby. upartą chęcią pozostania wśród nas parafian Góry Kalwarii,
ośmielała nas do zwracania się do Niego z ufnością i dziecięcą wręcz
szczerością.
W latach gimnazjalnych szczególnie byłam zżyta z
Sanktuarium św. Antoniego, a to z tego powodu, iż nasz ksiądz prefekt
uwielbiał wręcz dawać nam, swojej młodzieży, "za pokutę"
obejść 3, 5 lub 10 razy ołtarz w kaplicy i tam modlić się, odmawiając
wspólnie litanię. Biegliśmy więc tam biorąc klucze od kościelnego i
otwieraliśmy kaplicę. Odsłanialiśmy ołtarz i przed figurą, na
kolanach do zdarcia skóry, obchodziliśmy ołtarz, kończąc całą
adorację odmówieniem wspólnie litanii.
Będąc tak często w sanktuarium i parku, który
nazywaliśmy "świątynią dumania", śmiało mogę nazwać św.
Antoniego patronem zakochanych. Był tak wyrozumiały, ludzki i dyskretny.
A my młodzi, dotknięci po raz pierwszy tym uczuciem, żarliwie polecaliśmy
się Mu i czuliśmy, że błogosławi nam i że wszystko jest takie
cudowne jak św. Antoni.
Wracając do tradycji związanej z cudowną figurą św.
Antoniego od niepamiętnych lat odbywają się w Górze Kalwarii piękne
odpusty. Pamiętam, kiedy byłam jeszcze dzieckiem, liczne pielgrzymki
przybywały już w wigilię odpustu, głównie zza Wisły. Biegliśmy witać
pielgrzymów, całować krzyże przybywających; a potem wieczorem przyglądać
się im, jak rozkładają się na podłogach plebani, korytarzach i w kościele
na nocleg. Do domu również przyjeżdżali kuzyni bliscy i dalsi. Pamiętam
wspólne radosne świętowane, zapachy pysznych świątecznych potraw i
ciast, bo to przecież na odpust św. Antoniego. Później w latach młodzieńczych
i dojrzałych, odbywały się cudowne spotkania z dawnymi znajomymi, kapłanami,
długie nocne rozmowy, Msza św. o północy a potem uroczysta suma,
obwarzanki, wata z cukru, karuzela.
A dzisiaj? To już poważniej. Ten sam, kochany,
cudowny św. Antoni, któremu polecam siebie i moich bliskich: męża, synów,
synową, wnuczęta, staruszkę matkę, kapłanów i wszystkich kochanych i
bliskich. Proszę Go o znalezienie, zagubionej duszy, wyprostowanie ścieżek
życiowych i dla wszystkich komu potrzeba, o odzyskanie zdrowia i szczęśliwą
śmierć. Święty Antoni nie zawiedzie, bo jest świętym całego świata.
A do dzisiaj... zostało tyle, że codziennie odmawiam
litanię ku czci św. Antoniego.
Barbara
Czy
niebo jest przekupne?
„Napisz o Antonim w poezji" - krótkie mariańskie
polecenie spadło na mnie ni stąd ni zowąd. Konsternacja... Gdzie szukać
tego, który innym pomaga się odnaleźć?
Sięgnęłam do literatury o życiu, dziele i kulcie św.
Antoniego z Padwy. Okazało się, że jest niezwykle różnorodna, gdyż są
to zarówno modlitwy, litanie, psalmy i responsoria jak i średniowieczne
żywoty, hagiograficzne legendy, powieści biograficzne - a wśród nich
„Ptaki śpiewają, ryby słuchają" J. Dobraczyńskiego
Ciągle jednak brakowało mi poetyckiej wizji św.
Antoniego. I gdy już chciałam zaniechać poszukiwań - stało się.
Przybył list od przyjaciela, a wraz z nim „ List z Padwy" Kornela
Makuszyńskiego. I to był dobry omen. Kilka dni później bracia
franciszkanie przysłali "Fiaretti" słynne we Włoszech
poetyckie legendy, których w dzieciństwie słuchał Dante Aligherii.
Nie minęło kilka dni, kiedy - za sprawą mariańskiego
zakonnika - na moim biurku zagościły poetyckie modlitwy ks.
Twardowskiego, liryczna opowieść J. Iwaszkiewicza, wiersze J. Lechonia,
A Kanieńskiej oraz twórczość misyjna.
Wertując tomiki wierszy, w poszukiwaniu Lirycznego
obrazu Świętego z Padwy towarzyszyło mi pytanie: Komu będzie bliższy
- XVI- wiecznym mistrzom włoskim, czy "sztuce, zwanej naiwną"
- jak określa się sztukę nieprofesjonalną.
Antoni Padewski gości we współczesnej poezji w
charakterystycznych kręgach tematycznych - dzieciństwa jako raju
utraconego, rodzinnego domu oraz Kościoła sakralizującego to, co proste
i zwyczajne. W wierszach J. Twardowskiego i J. Iwaszkiewicza dominuje we
wspomnieniach i refleksjach nad tym, co minęło, a jest pamięcią
chwili, zapisem najważniejszych doświadczeń i doznań. Choć pojawia się
także w tekstach misyjnych - w obrazach bólu i cierpienia; towarzyszy
zagubionemu w szczegółach życia człowiekowi z lirycznego monologu J.
Lechonia.
Obok św. Józefa, św. Agnieszki, czy św. Tereski
upodobał sobie ks. Twardowski św. Antoniego z Padwy. Z wykrzywioną
twarzą i niezmiennie obstrzyżoną grzywką "drewniany święty
Antoni oblazł (...)
szuka zagubionych kluczy,
(...) zagubionych ludzkich ścieżek:
z habitu i czysty (...) w brzydkim kościele"
pozbawiony blichtru, zbędnych ozdób szuka człowieka tam, gdzie pozornie
już go nie ma. Święty od tego co najprostsze, przystępny i bliski,
symbolizuje Kościół i Wiarę „za Bóg zapłać".
Nie sposób w przypadku ks. Twardowskiego uciec od owej
pięknej wizji Kościoła i nie można pisząc o Antonim Padewskim o niej
nie wspomnieć. Antoni stoi "ubogi, ale czysty", nieopodal Matki
Bożej i św. Tereski. I choć doskwiera mu wilgoć a z habitu prawie
odprysła farba; to on cierpliwie czeka pod kolumną na uboczu, ale nie
sposób go nie znaleźć. Stanowi dla wielu swoiste status-quo. Czysty w
swej miłości do człowieka, rozdartego między pragnieniem wolności, a
potrzebą bezpieczeństwa. Nieprzypadkowo też Jean Delumeou nazywa Świętego
"Aniołem bezpieczeństwa".
Poetycki - Antoni Padewski - to w istocie święty
prostego i naturalnego w swej prawdzie człowieka, bliski ludowemu
rozumieniu - świata, dziecięcej wrażliwości. Święty znajduje
zagubione klucze, ale i ...dusze. I tak; jak często - na wszelki wypadek
- w chwili lęku lub niebezpieczeństw zapalamy świecę (a może pomoże),
tak wznoszone są oczy pełne nadziei i modlitwy do św. Antoniego.
Tradycja? A może, wiara?
Orędownik pokrzywdzonych i biednych, który cierpiał
i żył tak jak oni, a zatem zrozumie i pomoże.
W wierszu - modlitwie "Do świętego
Antoniego" Lechoń toczy monolog, zwracając się do tego, którego
oczy potrafią dostrzec najmniejszy pyłek. Widzi nie tylko zawieruszone
pierścionki, przedmioty będące śladem przeszłości; umie także
wychwycić czyhającą pokusę i dojrzeć człowieka konającego w Lęku i
bólu.
I czyż ów - jakże bliski ludowej wizji świata -
poetycki obraz św. Antoniego, wędrującego po niebie w brunatnym
habicie, nie przywołuje leśmianowskiego świata ballad czy obrazów
Chagalla?
Święty przybywa z pomocą w codziennych troskach, ale
jest również tam, gdzie rozgrywają się ludzkie dramaty. Stąd prośba
w lechoniowej modlitwie:
„Popatrz, gdzie się zapodział
Bo zgubiłem samego siebie".
„Pośpieszny ratownik" zajmuje się zawsze każdym
pojedynczym przypadku delikatnym drgnieniem duszy ludzkiej.
U Iwaszkiewicza, podobnie jak u Twardowskiego, Antoni
jest znakiem krainy dzieciństwa i rodzinnego domu. Iwaszkiewicz w pięknej
poetyckiej opowieści "Siostry" wraca do przeszłości i tworzy
z ułamkowych wspomnień krajobraz widziany oczyma dziecka.
„(...) gdy był jeszcze maleńki (...)
na święty Antoni Przyjeżdżały z Krakowa do domu
Był odpust w sąsiednim kościele
I kucharz robił tort."
I jeszcze jedna refleksja, jaka zrodziła się po
zetknięciu z twórczością, a ściślej z tekstem artystycznym H.
Muthampta i D.Noldena „Moje szczęście to miejsce stojącego w
raju", gdzie słowo poetyckie korespondują z fotografią i obie
formy przekazu są tu równie dramatyczne jak piękne.
Dramatyczny krzyk człowieka, będącego jak ptak, któremu
podcina się skrzydła. Mając niewielki wpływ na swoje życie, czuje się
bezsilny i opuszczony przez ludzi, nadzieję upatruje w niebie i u świętych.
„Czy niebo jest przekupne?". Cóż w tym pytaniu
silniejsze - ironia czy nadzieja?
Przekupne, a zatem osiągalne poprzez modlitwę, wiarę
i wotywną ofiarę. ,
Trzy świece dla św. Antoniego są niczym blaszane
wota, które wiszą przy Świętym, jak meksykańskie maski z wiersza ks.
Twardowskiego "O uśmiechu w kościele". Są one nadzieją dla
przybywających do Bazyliki Menor de San Francisco w La Paz w Boliwii.
Przychodzący tu , przygnieceni głodem, nędzą i chorobą, bezsilni
wobec niemożności zaspokojenia codziennych potrzeb i obrony siebie i
bliskich. Zapalają świece ojcu ubogich. A towarzyszą im te same
modlitwy, co przybywającym do grobu Antoniego w Padwie, którzy- jak
pisze w "Liście z Padwy" K. Makuszyński - przychodzą z cichością
swoich próśb i pokorą serca, tam gdzie nie można zbliżyć się bez
szczerego wzruszenia.
Święty z dzieciństwa szuka zagubionych kluczy, a w
życiu dorosłym zagubionych ludzkich ścieżek. I uparcie przypomina o
pokorze i miłości.
Poetycki św. Antoni, ubogi ale bogaty w nieposkromione
pragnienie pomagania potrzebującym i w bezgraniczną miłość do człowieka.
Jest tam, gdzie racjonalna rzeczywistość przygniata
cierpieniem i głodem, tam gdzie potrzeba "dzieciństwa wiary",
wiary bez zbędnych pytań, nie wymagającej argumentów, gdzie nie pada
pytanie: "Dlaczego?".
J P.
Mieszkając
u Świętego
Kim właściwie był św. Antoni? Znany jako jeden z
wielu świętych kojarzy nam się chyba głównie z odpustem, karuzelą,
czerwcowym „zawrotem głowy", czy górką, na której połamaliśmy
już niejedne sanki.
Na ulicy Św. Antoniego mieszkam już od dwudziestu
lat, i kiedy tak się zastanawiam, zdaję sobie sprawę z tego, że o
patronie „mojej" ulicy nic nie wiem. Przebijają mi się jedynie
dawno zasłyszane słowa, jakoby był to ktoś wielki, kto pomagał
biednym, chroni przed zgubą i trzyma w ręku lilię - kwiat niewinności.
I rzeczywiście: chroni przed wszelką zgubą mnie i
moją rodzinę. Bez względu na to, co o nim wiem i jak często o nim myślę
- jest w moim życiu, moich dokumentach, moim życiorysie i nie wyprę się
Go. Swoim życiem udowodnił, że można na nim polegać, dlaczego więc
teraz ma być inaczej?
Jak co roku w czerwcowe popołudnie podziękuję Mu za
to wszystko.
Kasia
Inkwizytor
o Comunio Graphis
W służbie sztuki
Grupa „Communio Graphis" istnieje od jesieni
1991 r. Założycielem i opiekunem jest artysta rzeźbiarz i malarz, a także
pedagog mgr Stefan Lisowski. Od początku powstania grupy ze Stefanem
Lisowskim współpracowali ściśle ks. Jarosław Gamrot - marianin,
absolwent Liceum Plastycznego w Krakowie, oraz mgr Ryszard Wysocki -
instruktor plastyki, członek Warszawskiego Stowarzyszenia Plastyków.
Dzięki życzliwości ówczesnego proboszcza ks. Piotra
Mierzejewskiego grupa otrzymała lokum w dawnej salce katechetycznej na
terenie klasztoru. W otwarciu pracowni uczestniczyło około 40 osób,
zainteresowanych powstaniem tej nietypowej na naszym terenie działalności
kulturalnej. Przez pracownię przewinęło się wiele osób, próbujących
swych sił w dziedzinie malarstwa, rzeźby, grafiki, gobelinu. Przychodziło
również wiele dzieci i młodzieży, aby malować i rysować pod opieką
ks. Jarosława.
W dniach od 9 do 24. 10. 1993 r., w podziemiach kościoła
parafialnego odbyła się pierwsza większa wystawa prac grupy "CG",
na której 20 twórców nieprofesjonalnych zaprezentowało 42 prace.
Dodatkowo udostępniono dla zwiedzających prace dzieci. Wystawę obejrzało
1780 osób.
Od tamtej pory do dnia dzisiejszego grupa brała udział
w 34 wystawach, w tym 5 z nich miało charakter indywidualny i
zorganizowane zostały w nowej pracowni, przyznanej 1 kwietnia 1998 r.
przez Władze Miasta i Gminy.
Artyści z "CG" współpracują z
profesjonalistami, np. v stycznia br. swoje prace udostępnił zwiedzającym
znany artysta malarz Zbigniew Czajkowski. Od 19 grudnia 1997 r. do 28
lutego 1998 r. w Muzeum im. Kazimierza Pułaskiego w Warce pod kierunkiem
Stefana Lisowskiego i z jego inicjatywy grupa zorganizowała wystawę
„Kapliczka przydrożna" Zaprezentowano malarstwo sztalugowe,
akwarele oraz rzeźby i tkaniny dekoracyjne. W „Złotej Księdze"
znajdują się m. in. takie oto wpisy:
„Z okazji „Wigilii Pułaskiego" w Warce twórcom
ekspozycji kapliczek ludowych, tych pereł naszego polskiego krajobrazu,
żywych drogowskazów, pomników trwania naszej lokalnej i ogólnonarodowej
tradycji; dalszego trwania w tworzeniu i kontynuowaniu dobrych tradycji.
Twórzcie, działajcie! Tak trzymać!" \Stefan Rosiński - Dyrektor
Wydziału Kultury UW w Radomiu\
„A jednak kapliczka jest najpiękniejszym fragmentem polskiego pejzażu...
"/Zdzisław Heńk- Polskie Radio
Kielce/.
Tym podobnych wpisów w „Złotej Księdze",.
prowadzonej od 1993 r., jest wiele. Swoje uwagi zamieszczają w niej
ludzie, prości, młodzież, a także koneserzy sztuki i artyści
profesjonalni.
Wystawy udostępniane są wycieczkom szkolnym i trzeba
przyznać, że wzbudzają one zainteresowanie wśród większości młodszej
generacji. Jest to bowiem obecnie pierwsza galeria malarstwa i rzeźby twórców
z Góry Kalwarii i okolic.
Na podstawie kroniki grupy ,; CG "
opracowała Danuta Kotulska
Lipowe
rzeźbienie – rozmowa z artystą ludowym Eugeniuszem Węgiełkiem
-Uznaje się Pana za jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy
ludowych w Polsce. Ciekawa jestem kiedy odkrył Pan w sobie talent?
-Wszystko zaczęło się w roku 1980. Zająłem wtedy
trzecie miejsce na Konkursie Wiosny Kulturalnej Hufców w Warszawie.
Najciekawsze było to, że zrobiłem wtedy pierwszą w życiu rzeźbę. Była
ona z gipsu, zostałem do jej wykonania nawet zmuszony. Pamiętam, że miałem
z nią wielkie trudności, gdyż miała przedstawiać tańczącą parę.
-Jakie są korzenie Pana twórczości? Skąd czerpie Pan
inspiracje?
-Myślę iż miało na nią wpływ to, że jako mały
chłopiec kochałem przyrodę, lubiłem obserwować ludzi. Ciekawiły mnie
zawsze wszelkie uroczystości wiejskie. I dlatego też wszystkie moje
prace są bardzo realistyczne.
-Jaką rolę w Pana życiu odgrywa rzeźbienie?
-Tworzenie dzieł sztuki daje mi wielką przyjemność,
jak również pieniądze, których zawsze potrzebuję. Praca ta bardzo
mnie ciekawi, dzięki niej mogę poznać wiele nowych rzeczy.
-Czy czuje się Pan artystą?
-Na początku na pewno nie, gdyż moje rzeźby nie były
za bardzo dobre. Dopiero się nim poczułem - niech pomyślę - w 1991
roku. Właśnie od tego roku zacząłem dostawać coraz więcej nagród i
wyróżnień.
-Jakie motywy dominują w Pana , dziełach? Czy jest coś,
co sprawia Panu szczególne trudności?
-Oczywiście przeważa w nich tematyka sakralna. Rzeźbię
aniołki, szopki z Bożego Narodzenia, św. Franciszków, św. Krzysztofów,
Madonny z Dzieciątkiem, kolędników oraz zwierzęta a zwłaszcza ptaki.
Motywy biblijne przeważają nad motywami przyrody. Większość z moich
rzeźb jest malowana, ale na przykład na wystawie, która jest teraz
organizowana w Górze Kalwarii jest tylko jedna kolorowa. Natomiast dla
mnie najtrudniejsze do wykonania są akty kobiece.
-Z jakiego materiału najchętniej Pan korzysta?
-Najbardziej miękkie jest drzewo lipowe i dlatego
przeważnie w nim rzeźbię. Wykorzystuję również dąb, gruszę i
wierzbę. Kupuję drzewo od leśnika i od ludzi z okolicy.
-Czy spotkał się Pan na początku swej pracy
artystycznej z drwiną lub niezrozumieniem ze strony najbliższych ?
-Tak. Rodzina wmawiała mi, że niepotrzebnie siedzę aż
do nocy, ale teraz wierzą, że wszystko ma swój sens.
-Co uważa Pan za swój największy sukces, najważniejsze
wydarzenie w życiu?
-To podziękowanie od Ojca Świętego Jana Pawła II za
dar, który otrzymał ode mnie. Była to figurka Chrystusa Frasobliwego.
Została wysłana samolotem do Watykanu, po IV wizycie papieża do Polski.
Powiem szczerze, że to podziękowanie umocniło mnie bardzo w wierze.
-Czy brał Pan udział w wystawach, konkursach, a jeśli
tak, to gdzie?
-Tak brałem w nich udział nie tylko w kraju, również
za granicą. Miały one miejsce m. in. W Krakowie, Toruniu, Szwecji, USA
(Chicago), Turcji i Francji. Powiem jeszcze, że moje prace można znaleźć
w Muzeum Etnograficznym w Łodzi, Krakowie, Warszawie.
-Maluje Pan również obrazy. Czy mógłby Pan powiedzieć
parę słów o swojej sztuce malarskiej?
-Sztuka rzeźbienia jest bardzo monotonna i malowanie
obrazów jest dla mnie formą odpoczynku. Maluję je na płycie, płótnie
lub szkle, za pomocą farb olejnych i akwareli.
-Czy namalował Pan jakiś wyjątkowy obraz? Czy
kontaktuje się Pan z innymi malarzami?
-Tak tym obrazem jest "Ostatnia Wieczerza".
Został on sprzedany na aukcji za 570 zł. Znam także znanego malarza
pana Czajkowskiego. On nawet wycenił go na 2500 zł, co było dla mnie
wielkim komplementem. Mam kontakt z prof. S. Lisowskim, pod jego okiem
doskonalę swój warsztat artystyczny. Dzięki niemu należę do grupy
artystycznej Comunnio Graphis i Stowarzyszenia twórców ludowych.
-Co Pan czuje, sprzedając ważne dla Pana dzieło
swoich rąk?
-Czuję do niego sentyment, nieraz jest mi go szkoda.
-Pańskie rzeźby zachwycają swoją wielką oryginalnością.
Co sprawia, że są one takie niepowtarzalne?
-Aby forma moich dzieł była
ciekawa stworzyłem własny styl. Prawie wszystkie moje rzeźby mają duże
błękitne oczy, są pełne spokoju, uśmiechnięte, pogodne. Wynika to z
tego, że jestem optymistycznie nastawiony do życia.
-Jakie są na dzisiejszy dzień Pana marzenia?
-Moim marzeniem jest skończyć budować dom, postawić
osobny budynek, gdzie znajdowała by się moja pracownia. Pragnę
doskonalić swoje umiejętności.
I jeszcze jedno, chciałbym bardzo, aby w Polsce, która
ciągle ulega przemianom ekonomicznym i społecznym, coraz więcej ludzi
darzyło większym szacunkiem naszą piękną polską kulturę ludową.
-Dziękuję bardzo za rozmowę. Życzę z całego
serca, by Pana marzenia spełniły się.
Z artystą rozmawiała Magdalena Bąk
Eugeniusz Węgiełek - z zawodu stolarz, z zamiłowania
rzeźbiarz i malarz. Należy do grupy Communio Graphis i Stowarzyszenia Twórców
Ludowych w Lublinie. Brał udział w wielu wystawach w kraju i za granicą.
Otrzymał wiele nagród i wyróżnień.
Piękno
nadwiślańskich pejzaży
Wiosenne miesiące i piękna pogoda zachęcają nas do
spacerów i wędrówek poza miasto. Nie zawsze dostrzegamy malownicze
krajobrazy, urocze zakątki, przyrodę, która nas otacza. Są jednak
ludzie obdarzeni wyjątkowa zdolnością postrzegania rzeczywistości. Mało
tego - niektórzy otrzymali szczególny dar - talent, który daje im możliwość
utrwalania piękna na płótnie.
Do grona tych wybrańców możemy śmiało zaliczyć
Jerzego Wojciecha Kwiatkowskiego. Gdyby żył w kwietniu skończyłby 51
lat. Niestety, od kilku lat spod jego pędzla nie wyszedł żaden nowy
obraz.
Nie był absolwentem szkoły sztuk pięknych, a jednak
siła talentu mógłby pokonać wielu artystów profesjonalnych. To właśnie
on dostrzegł urodę nadwiślańskich, a więc najbardziej polskich pejzaży.
W swojej twórczości nie stronił także od innej tematyki malował
martwe natury, rzadko - postacie ludzkie.
Niektóre swe obrazy prezentował na wystawach, o których
największa odbyła się w ambasadzie Jugosławii w Warszawie. Część
jego prac powędrowała za granicę, lecz większość zdobi ściany domów
mieszkańców Góry Kalwarii.
Jerzy Kwiatkowski był jednym z najciekawszych artystów
związanych z naszym miastem. Jednak wiele osób styka się z jego twórczością
jedynie przy okazji prywatnych wizyt. Dlatego pożądane byłoby
zorganizowanie wystawy, prezentujące dorobek artystyczny tego znakomitego
malarza.
Ewa Kwiatkowska
Czekając
na Papieża
Ponad 2 tysiące dziennikarzy z całego świata obsługiwać
będzie papieską wizytę w Polsce. Od poniedziałku, 17 maja mogą
odbierać akredytacje, upoważniające do korzystanie z centrów prasowych
oraz specjalnych sektorów położonych najbliżej Jana Pawła II.
Zainteresowanie mediów krajowych i zagranicznych jest zatem spore.
Niestety, nie wszyscy spośród tych, którzy chcieliby relacjonować tę
wizytę, będą mogli przybyć do Polski. Wielu z nich dzwoniło do
Warszawy, pytając o możliwość akredytacji "w ostatniej
chwili", bowiem nie wiedzą czy będą mogli opuścić "gorące"
Bałkany, dokąd zostali wysłani przez swoją telewizję, agencję, radio
czy gazetę. Wojna w b. Jugosławii stanowi dla papieskiej wizyty w Polsce
medialną "konkurencję". Mimo wszystko w każdym miejscu Ojcu
Świętemu towarzyszyć będą wysłannicy światowych potęg
dziennikarskich, takich jak Reuters, CNN, AFP, AP czy DPA. W tak zwanym
wolo papale, czyli 50-osobowej grupie dziennikarzy, którzy przybędą w
papieskim samolocie do Polski a następnie powrócą z Nim do Rzymu,
znajduje się czterech dziennikarzy z Polski. Są to wysłannicy
"Gazety Wyborczej" i "Rzeczpospolitej.". Ci "szczęśliwcy"
będą towarzyszyć Papieżowi we wszystkich oficjalnych punktach programu
i to zawsze najbliżej miejsca uroczystości. Uczestnictwo wolo papale to
wydatek kilku tysięcy dolarów; nie każdą więc redakcje stać na
poniesienie takich kosztów.
Niezwykle pieczołowicie do obsługi wizyty przygotowują
się polskie radio i telewizja. TVP wypuszcza "do boju" 30
nowoczesnych wozów transmisyjnych, dzięki czemu polski widz obejrzy na
żywo prawie wszystkie oficjalne części pielgrzymki. Tylko , kilka
zostanie odtworzonych z lekkim poślizgiem. Codziennie ok. 22.30 w
specjalnym studio będą podsumowywane kolejne etapy tej rekordowej
wizyty. Jan Paweł II spędzi bowiem w Ojczyźnie aż 12 dni, odwiedzając
17 miejscowości. Obserwatorzy z kraju i zagranicy zastanawiają się w
jaki sposób Ojciec Święty podoła tak trudnemu wyzwaniu... Nie brakuje
też spekulacji na temat wizyty Papieża na Jasnej Górze, której nie ma
co prawda w oficjalnym programie pielgrzymki, ale - jak się przypuszcza -
ostatecznie znajdzie się na papieskim szlaku. Tak zwane wiarygodne źródła
wymieniają nawet konkretny dzień i godzinę domniemanego
"wypadu" Papieża do Częstochowy, ale ... poczekamy, zobaczymy.
Nie ma natomiast wątpliwości, że Ojciec Święty złoży
wizytę w polskim Sejmie i Senacie. Nigdy dotąd żaden papież nie
przekroczył progu parlamentu danego państwa. Jan Paweł II, który jako
następca św. Piotra zdążył przyzwyczaić świat do swoich
pionierskich posunięć, tym razem wykonuje gest szczególnej wagi dla
Polaków. Nie wyklucza się, że przemówienie do członków Sejmu i
Senatu poświęci w jakiejś mierze trudnej sprawie pojednania w swojej
Ojczyźnie. Być może zechce tu nawiązać do słów, towarzyszących całej
tegorocznej pielgrzymce: "Bóg jest miłością". Symboliczne
znaczenie będzie mieć Msza św. na Placu Piłsudskiego (dawniej Zwycięstwa)
odprawiona tu po 20 latach. 2 czerwca, w tym właśnie miejscu Jan Paweł
II wypowiedział słynne słowa, które - jak się powszechnie uważa -
odmieniły Polskę, Europę i świat: "Niech zstąpi Duch Twój i
odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!"... Ta liturgia będzie mieć
dodatkowe znaczenie dla nas, mieszkańców Góry Kalwarii. Tego bowiem
dnia, 13 czerwca, Papież beatyfikuje 108 męczenników z czasów II wojny
światowej, wśród nich ks. Zygmunta Sajnę, byłego proboszcza naszej
parafii. Kto ma uszy niechaj słucha, by nic nie uronić z tej niezwykłej
wizyty, być może ostatniej papieskiej pielgrzymki do Ojczyzny w tym
dramatycznym stuleciu. Za kilka tygodni na naszej ziemi znów dziać się
będzie wielka Historia.
Tomasz Królak
(Katolicka Agencja Informacyjna)
Misyjne
refleksje:
Młodzieży
„Na progu trzeciego tysiąclecia i w roku Boga Ojca,
Opatrzność Boża sprawiła nam, mieszkańcom Góry Kalwarii, kilka dni
nieustającego święta. Był to dla nas wszystkich cudowny czas szczególnych
rekolekcji - Misji Św. (...)".
Ks. Proboszcza
„Mieliśmy piękną okazję, aby publicznie
opowiedzieć się za Jezusem Chrystusem. (...) Wysłuchaliśmy pięknych
katechez misyjnych mocno osadzonych na Piśmie Świętym, które pogłębiły
naszą wiarę, pomogły nam na nowo spojrzeć na swoje życie w świetle
Bożego słowa. (...) Na znak, że chcemy swoje życie przeżywać w światłach
Ewangelii Jezusa Chrystusa i dochować wierności Krzyżowi i Kościołowi
Świętemu postawiliśmy na osiedlu przy ul. Skierniewickiej krzyż
misyjny. (...)"
Kilka
słów do „Inkwizytora” i jego czytelników
Kiedy podczas mojego urlopu "przeprowadziłem
sicz" do klasztoru, ks. Wacław podrzucił mi kilka egzemplarzy
Waszego Pisma. Od razu zaintrygował mnie sam tytuł:
"Inkwizytor"?! W pliku otrzymanym od tegoż ks. Pokrzywnickiego
nie było 1-go numeru, który z pewnością wyjaśnił znaczenie
symboliczne swego tytułu. Pomyślałem sobie, ze chyba chodzi tu o
"rozprawianie" się ze współczesnymi "herezjami" - błędami
i palenie ich na "stosie" prawdy i miłości, i tu chciałbym od
razu dodać, że to się Wam udaje.
Ks. Wacław poprosił mnie abym napisał coś o
Brazylii. Ponieważ jednak Brazylia jest bardzo duża i o niej trzeba byłoby
pisać bardzo dużo, a czasu na to nie mam i nie chciałbym Wam przynudzać,
postanowiłem wiec napisać kilka zdań pochwały dla Waszego Pisma, dla
Waszej pracy.
Naprawdę, wierzcie Wasze Pismo spodobało mi się.
Artykuły mówią o problemach ważnych, aktualnych i interesujących młodzież.
Treść jest przekazana w sposób lekki, świetnym, bardzo ciekawym piórem
i jednocześnie z wielką erudycja i znajomością tematu. Poważnie, byłem
mile zaskoczony, ze ludzie świeccy tak dobrze, poprawnie i dogłębnie
potrafią rozprawiać na tematy historii (Kościoła i G. Kalwarii),
teologii (sakrament Spowiedzi św., Miłosierdzie Boże), itd., i co najważniejsze,
znajdujemy w Waszym Piśmie dużo pięknych i przekonywujących świadectw.
Poza tym przyciąga piękna i bardzo oryginalna szata graficzna!
Gratulacje!
U nas w Brazylii, w niektórych naszych parafiach są
wydawane podobne pisma do użytku wewnętrznego, o charakterze informująco-formującym
(tak jak Wasze). Ma to miejsce m.in. w Kurytybie, w Parafii św. Jerzego
„Marcas da fe" (Ślady wiary) i w Rio de Janeiro, w Parafii św.
Sebastiana - "Verbum Dei" (Słowo Boie). Zabiorę ze sobą kilka
egzemplarzy Waszego Pisma, aby skorzystać z Waszych ciekawych doświadczeń
i rozwiązań w tej ważnej dziedzinie ewangelizacji, jaką są "mas
media".
Szczęść Boże w pracy!
Ks. Marek Szczepaniak
Wasz rodak z Brazylii
|